psycholog_przedszkolnyAnna Lewandowska-Zaczek , psycholożka, od kilku lat współpracuje ze „Słoneczną krainą”. Jest merytoryczna, rzeczowa, kompetentna i … praktycznie sprawdzona. Udziela rad i porad, z których sama korzysta i które przefiltrowała przez własne doświadczania. Jest bowiem żoną i mamą dwóch córek. A to najlepszy poligon doświadczalny do weryfikacji wiedzy teoretycznej. Pracuje zawodowo z dziećmi w każdym wieku- od niemowlaka po nastolatka. A także z ich rodzicami i nauczycielami. Jej słabą stroną jest silna niechęć do sprzątania (ale od czego ma się wyrozumiałego męża). Ma też dobrą słabość- bo do czytania książek. Spacer ją relaksuje. Przyroda dobrze nastraja. Fascynują ciekawi i nietuzinkowi ludzie. I relacje z nimi uważa za rozwijające i dające napęd do pracy i rozwoju. Lubi wyzwania, nowe zadania i projekty. Nie akceptuje nietolerancji, pychy i braku szacunku. Jeśli ma wybór- stawia na ludzi otwartych, świadomych, poszukujących. Omija ignorantów i reprezentantów umysłowego zaścianka. Jej marzenia są soczyste i czerwonokrwiste- niczym dojrzały owoc. Oj, pojechałaby w podróż życia do kraju kwitnącej wiśni. Japonia jej się marzy… kiedy marzy. Ale na marzenia nie ma wiele czasu, bo zapełnia go aktywnością i pracą. Stara się sprostać swym życiowym rolom. Szuka balansu w życiu, bo równowaga, harmonia i spokój są dla niej uświadomioną wartością. I koniecznością. Bo nikomu nie przyniesie pożytku psycholog, który sam jest sfrustrowany. A ona chciałby kojarzyć się z najlepszymi standardami w swoim zawodzie.

Autorytet, mądra rzecz

 

Czy pedagog z autorytetem to ktoś, komu dziecko bezgranicznie ufa, kogo słucha i naśladuje?
– Tak właśnie jest. A podstawą autorytetu jest zaufanie. Jeśli przedszkolak obdarzy nim swoją panią- z pewnością będzie jej słuchał, wykonywał polecenia, naśladował. Proszę zauważyć, jak często dzieci bawią się w domu w „swoje przedszkole” . I jak wiernie oddają- poprzez zabawę- przedszkolną rzeczywistość. Powielają zachowanie przedszkolanki, mówią w typowy dla niej sposób, powtarzają jej słowa, intonację. Jest ona dla nich wzorem do naśladowania. Tym bardziej większa odpowiedzialność spoczywa na pedagogach. Muszą mieć świadomość, że dziecko „kopiuje” to, co widzi. Nie dopuszczalny jest fałsz. Rozdźwięk między tym, czego dorosły wymaga od dzieci, a tym, co sam mówi, robi, prezentuje. Jeżeli chcemy nauczyć dziecko szacunku- sami musimy je szanować. Jeśli uwrażliwiamy, uczymy tolerancji, odpowiedzialności- każdy nasz gest, opinia, zachowanie powinno być tego manifestacją. To ważne. Bo małe dzieci nas odwzorowują, naśladują, nami nasiąkają.

-Jak mądry pedagog buduje swój autorytet? Czy wpisuje się w to dyscyplina, konsekwencja, wymagania? Czy to raczej wypadkowa tego, że panią się lubi, z panią miło bawi?…
-Ważne jest, by dzieci darzyły sympatią swoją przedszkolankę. Bo łatwiej przychodzi im podporządkowanie się osobom lubianym. Powinny też same czuć akceptację, życzliwość, zainteresowanie. Uważność na nich, na ich potrzeby buduje dobre relację. Z drugiej strony nie ma autorytetu bez jasno przekazywanych norm. Dziecko musi znać granice, wiedzieć co mu wolno, a czego nie. Musi znać skutki nieprzestrzegania zasad. To wymaga od nauczyciela konsekwencji. Dziecko powinno mieć jasny, czytelny przekaz. Znać wymagania, oczekiwania. Być chwalonym. Gdy się postarało i zasłużyło. A jeśli nie- też trzeba mu wyjaśnić, co nie jest dobre i nad czym ma popracować. Pani z autorytetem, to taka osoba, która lubi dzieci, a dzieci lubią ją. Może się z nimi beztrosko bawić, przytulać, wysłuchać, pogłaskać. Ale zawsze, kiedy trzeba, stanie na „straży” wartości. O taką spójność i o taką postawę chodzi.

– …zatem wychowawczyni, którą dziecko lubi, nie musi być automatycznie panią z autorytetem?
-To nie musi być jednoznaczne. Sympatia- ważna rzecz. Ale to wciąż za mało. To dopiero początek budowania autorytetu. To taki fundament, jak zaufanie. Cegiełkami w tworzeniu takiego wizerunku są konsekwencja, umiejętność zainteresowania dzieci, empatia . I wszystko to, o czym powiedziałam wcześniej.

-Jakie są najczęstsze błędy wychowawców/ dorosłych. Grzechy, które „pracują” na podważanie autorytetu?
– To może najpierw zdefiniujmy autorytet. Jest to przyjmowanie przez dzieci wartości i celów prezentowanych przez dorosłych. I wyrażanie ich poprzez różne zachowania. Nie wypływa to z przymusu zewnętrznego ani strachu dziecka. Dziecko zachowuje się tak, bo nam ufa i nas podziwia. Nie poddaje tego krytycznej ocenie. To działanie na zasadzie „kopiuj- wklej”. Nadmiernie surowa dyscyplina nie spowoduje więc, że będziemy mieli autorytet. Ani tego, że dziecko zacznie nas szanować. Jeśli będzie słuchało, to jedynie ze strachu. Ale wówczas, nie przyswoi sobie naszych norm, nie „kupi” naszych zasad. I zawsze potraktuje je jako „ciało obce” , narzucone z zewnątrz. Toteż natychmiast je pominie, zlekceważy, gdy nie będzie nas w pobliżu. Z drugiej strony brak dyscypliny, „kodeksu” postępowania, wymagań również nie sprawi, że dziecko będzie nas szanowało. Owszem, może bardzo lubić. Pod warunkiem jednak, że będziemy mu ulegać, ustępować. Okażemy słabość. I za cenę tego, że zupełnie nie będzie nas słuchało. To jest ryzykowne, bo przecież nie da się żyć poza normami. Toteż trzeba konsekwentnie uczyć dzieci życia w pewnych prawach, regułach, w porządku rzeczy. Także i dlatego, by czuły się bezpiecznie. To staje się też drogowskazem na drodze do dorosłości. Gdzie przecież bardzo ważna jest umiejętność stawiania granic i szanowania granic innych ludzi. Tymczasem dorośli często, niestety, „podlizują się „dzieciom, obawiając się utraty ich sympatii lub miłości. Bojąc się wymagać i egzekwować. Widać to nawet w sposobie komunikacji- rodzice przejmują sposób mówienia dziecka i najpierw pieszczą się (mówiąc jak dzidziusie do dzidziusiów), a potem slangują ze starszymi dziećmi ( spoko, nara, zajefajnie). Starają się za wszelką cenę pokazać jacy są w porządku, na czasie i na luzie. A co gorsza nie stawiają dziecku wymagań. Pozwalają na rzeczy zupełnie nieadekwatne do jego wieku. I to jest zaproszenie dla patologii- uzależnień, wczesnej inicjacji seksualnej. I zdecydowana bariera w budowaniu autorytetu. Za duży błąd uważam też podważanie przez dorosłych autorytetu innych dorosłych. Czyni się tak poprzez kpiące wypowiedzi, lekceważący stosunek, prześmiewczość, ironiczne komentarze. Trzeba pamiętać, że w ten sposób krzywdzimy przede wszystkim dziecko, które pozbawione wzorców- zagubi się. Co gorsza, nabierze przekonania, że- skoro można zburzyć autorytet jednej osoby- można też każdy inny. Potwierdzą mu tę opinię media, w których ludzi- wykonujących zawód zaufania społecznego (nauczycieli, lekarzy, księży)- pokazuje się na ogół w złym świetle, w otoczce skandali. Tymczasem, kiedy człowiekowi brakuje prawdziwych autorytetów, to nie tylko gubi azymut, ale łatwiej „wsiąka w pseudoautorytety i błądzi. Naprawdę dzieci bardzo potrzebują dobrych wzorców osobowościowych. Dzięki nim wiedzą jak się mają zachować, rozumieją, co jest wartościowe i dlaczego, czują się bezpieczniej i właściwie się rozwijają.

-Dzieci patrzą na świat głównie oczami rodziców. A rodzice mogą- nieświadomie- zniszczyć każdy autorytet.
-Oczywiście rodzice mogą wpłynąć na budowę autorytetu nauczyciela w oczach dziecka, jak również na jego podważenie. Wystarczą komentarze dotyczące wypowiedzi lub zachowania pani. Lekceważący stosunek rodzica do nauczyciela (np spóźnianie się na umówione spotkania, ignorowanie próśb nauczyciela) oraz dosłowne komunikaty typu: nie musisz zawsze słuchać swojej pani, pani nie zawsze ma racje itp. Skutkuje to tym, że dziecko przestaje się uczyć od wychowawczyni, więc czas spędzany w przedszkolu staje się czasem straconym. A kiedy dziecko się nie rozwija- to się niestety uwstecznia. Mogą pojawić się kłopoty z zachowaniem. Może się zdarzyć również tak, że podważając autorytet nauczyciela, zaszkodzimy i sobie. Kiedy uczymy dzieci, że z autorytetami nie trzeba się liczyć, możemy sami stać się ofiarami takiej filozofii. A rodzic bez autorytetu- to najgorszy z możliwych scenariuszy.

-Kiedy dla dziecka opinia ulubionej pani jest wyrocznią- i ono najbardziej liczy się z jej zdaniem- to kryje się w tym jakieś zagrożenie dla autorytetu rodziców?… toż ci schodzą niekiedy na drugi plan.
-Nie ma obaw, jeśli nauczyciel nie podważa autorytetu rodzica ( i vice versa). To ma być współpraca, uzupełnianie się, harmonia. Cele muszą być wspólne. Wartości także. I ten jeden „front” wychowawczy gwarantuje zdrowy model: że rodzic pozostaje autorytetem w domu, a nauczyciel jest nim w przedszkolu. I to jest oczywiste dla wszystkich. Żadna przedszkolanka nie jest w stanie zająć miejsce rodzica, jeżeli pomiędzy rodzicami a dzieckiem istnieje właściwe przywiązanie i serdeczna więź.

-Czyli dziecko wygrywa, gdy dorośli grają do jednej bramki. A jak rozwiązać dylemat, gdy jest sprzeczność i różnica zdań?
-Rodzice i nauczyciele m u s z ą mówić jednym głosem w kwestii wychowania dziecka. To jest bezdyskusyjne. Przedszkola powinny zapoznać rodziców z oddziaływaniami wychowawczymi, modelem funkcjonowania i priorytetami. A rodzice powinni je zrozumieć i zaakceptować. Jeżeli są rozbieżności- trzeba koniecznie o nich rozmawiać, szukać wspólnej płaszczyzny i kompromisu. A jeśli rozbieżności dotyczą pryncypiów, zasadniczych spraw -należy zmienić przedszkole, bądź grupę przedszkolną.

-Dorośli uczą dzieci. Ale czy dzieci mogą czegoś nauczyć dorosłych?
– Oczywiście! Autentyczności, spontaniczności i zachwytu. Dzieci potrafią z taka pasją robić zwykłe rzeczy, że już samo to wydaje się niezwykłe. Mają w sobie tyle ufności i ciekawości świata. Szkoda, że dorastając, tak wielu z nas z tego wyrasta.
Dziękujemy za rozmowę